piątek, 9 lipca 2010

CHLEBEK Z PSZENICY

Nie wiem jak Wy, ale ja mam straszny pociąg do pieczywa i najtrudniej mi wytrwać przy surówce jak widzę świeży chlebek lub jeszcze lepiej bułeczkę. Nie zabierałem się nigdy do robienia surowego chlebka, ponieważ nie mam dehydratora, ale postanowiłem zrobić eksperyment i muszę powiedzieć, że się udało:)
Nie umiem powiedzieć, czy smakuje mi bardzie, czy mniej tradycyjny.
Jedno jest pewne jest pyszny, a kanapką uraczyłem się niesamowicie!!!

Składniki:
  • skiełkowana pszenica
  • zmielone siemię lniane
  • pietruszka, koperek
  • szczypta soli


Cała zabawa potem jest prosta i choć samo zrobienie chleba od rozpoczęcia kiełkowania do zrobienia kanapki zajęła mi 4 dni, to myślę, ze było warto. Jeśli ktoś nie chce kiełkować ziaren może je tylko namoczyć min 12 godzin i wtedy skróci się cały proces tylko do 1,5 dnia.
Mimo, że 4 dni brzmi strasznie, to tak naprawdę nie poświęcamy temu więcej  niż 1,5 godziny.
Dopiero pod koniec procesu pomyślałem, że kiełkowanie może przysporzyć Wam najwięcej problemów, więc chociaż w złej kolejności, ale przygotuję post o kiełkowaniu jeśli będziecie chcieli. 
Jak nie będziecie chcieli, to też przygotuję:)

Skiełkowaną i odsączoną  pszenicę wrzucamy do blendera lub robota kuchennego i miksujemy.
Dodajemy siemienia lnianego, zieleninki, soli i blendujemy raz jeszcze.
W zależności jaka wyjdzie konsystencja możemy dodać troszkę wody, ale należy pamiętać, że im więcej jej będzie, tym więcej będzie trzeba potem odparować, więc ostrożnie.
 Potem blaszkę do pieczenia cista czy cokolwiek innego wykładamy papierem śniadaniowym i rozgniatamy na niej małe ,,chlebki", które będą już gotową do zjedzenia kromką.


 


Chlebki włożyłem na 25 min do piekarnika na ok 40-50 stopni, na termoobieg(dlatego lepszy jest dehydrator, możemy precyzyjniej ustawić temperaturę.
Po tym czasie wystawiłem blaszkę na balkon na słońce i suszyłem naturalnie.
Jeśli jest piękna słoneczna pogoda, to po kilku godzinach odwróćcie chlebki żeby podeschły również z drugiej strony, a jak pogoda jest kiepska, to kolejne 25 min w piekarniku w takich samych jak wyżej warunkach.
Jeśli chlebki nadal będą tego wymagać przewracając jej co jakiś czas dalej suszymy je na słońcu lub w piekarniku, a najlepiej w dehydratorze.





Kilka posypałem sezamem i też ciekawe wyszły:)







Potem dajcie się ponieść fantazji i włóżcie troszkę serca w udekorowanie Waszego kilkudniowego ,,trudu" :)


 SMACZNEGO!!!

34 komentarze:

  1. OMG!!!!!!! wygląda przepysznie! ja mam sporo przepisó na różne krakersy, jak chcesz to ci podeślę, albo wrzucę je na mój blo. Dostalam je w teksasie i tylko raz użylam , i powiem ci że byly przepyszne:) to wygląda wyśmienicie Marcinku dziękuje jeszcze raz! Az mi mój szejk smutny się przez chwilkę wydał :) buźka

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem Ci Ewcia, że każdy szejk blednie przy takiej kanapce:)
    Pewnie jak kilka razy zrobię te chlebki, to też już trochę stracą na kolorze, dlatego mam kilka pomysłów na nowe.
    Moja kuchnia zamieniła się laboratorium eksperymentalno-doświadczalne:)
    Kilka eksperymentów już nie wyszło, ale ten jest SUPER!!!

    PEACE!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. o jaaaa... jak zacznę już normalniej jeść to to ten chleb będzie pierwszym, który zrobię. Najbardziej na świecie ze wszystkiego kocham wszelkie pieczywo :/ wygląda super, nie wiem jak można na coś takiego wpaść:p nie wiesz czy z innych kiełków też da się zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze nie próbowałem, ale myślę, że nie powinno być większych problemów, sam będę się starał lekko eksperymentować.
    Następnym razem zmieszam pszenicę pół na pół ze słonecznikiem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. bo akurat mam dużo nasionek, ale pszenicy brak. możesz podać proporcje? muszę mieć wszystko czarno na białym, eksperymenty w kuchni zdecydowanie mi nie wychodzą ;) dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie podaję proporcji, bo każdy z nas ma inny smak. Do tego jeszcze w zależności jakie nasionka użyjesz, ulegnie zmianie konsystencja.
    Z tego co pamiętam, to było to tak:
    - pszenica słoik 400 ml (przed namoczeniem więc należy namoczyć ją w czymś znacznie większym, bo podwoi swoją objętość)
    - siemię 1/2 kubka 250 ml
    - koperek i pietruszka, tyle ile Ci się zmieści w garści:)
    Fajnie że tu zaglądasz :)
    Zdróweczka!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Tego to jeszcze moje młode oczęta nie widziały! :)
    Kurde, tylko jak tu rezygnować z takiego chlebka prosto z piekarni... takiego ciepłego, chrupiącego...

    OdpowiedzUsuń
  8. Stary! Powiem Ci szczerze, że nadal nie umiem zrezygnować, ale staram się i coraz lepiej mi idzie, dzięki takim wynalazkom:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Marcin. Mnie wystarczą te cudne zdjęcia, kształt i nazwa- chlebek, żeby bez próbowania zrezygnować ze 'śmieciowego' chleba na rzecz takiego surowego :) tylko boję się, że wpadnę w kolejne uzależnienie:p

    OdpowiedzUsuń
  10. Cześć
    Powiem wam tak, kiedyś nie wyobrażałem sobie życia bez chleba (a gorący chleb prosto z pieca potrafiłem zjeść cały) obecnie od 4 tygodni a może dłużej (nie wiem nie potrafię tego określić, było to po prostu naturalne) przestałem dbać o to czy jest chleb w domu (czasami Biedronka zrobiła mi kanapki które zjadłem) Przestałem go jeść i "żyję".
    - Komentarz Biedronki "że mam teraz więcej energii na inne rzeczy HA, HA HA wieczne młody czterdziestolatek"
    "Nic na siłę wszystko młotkiem" według mnie dajcie sobie czas, nie róbcie nic wbrew sobie, jeśli macie na coś ochotę to jedzcie i nie obwiniajcie się za nic, widocznie było to wam do czegoś potrzebne. Pozdrawiam ze słonecznej Hermanowej koło Rzeszowa.
    Anonimowy Jarek

    OdpowiedzUsuń
  11. Hejka Anonimowy Jarku:)
    Fajnie, że też piszesz:)
    Masz rację, cały czas powtarzam, że może być wielu ludzi przestrzegających zasad surowej diety w 100 % i nie da im to szczęścia. Więc jeśli wasze pragnienie zjedzenia np chleba jest takie WIELKIE, że jak nie zjecie tej małej kromeczki, to będzie się Wam ona śniła po nocach, no to lepiej ja zjedzcie.

    Problem ze mną był i jest nadal troszkę, że dopóki nie jem wcale chleba, to jest ok.
    Jak jednak pozwolę sobie na jedną kromeczkę, za nią idzie druga i trzecia i czwarta...
    Jak narkoman normalnie, który poczuł wreszcie nie tylko smak, ale ten stan uniesienia!!!
    Ale pracuję nad tym:)

    Pozdro dla Ciebie i Moniki!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki za pozdrowienia i za przepisik smaczniutki, dzięki,że spełniłeś moje pragnienia-- dużo tekstu w krótkim czasie. Dzięki za miły wczorajszy wieczór, który spędziliśmy z mężem na waszych blogach. Jak mi was brakowało, WSZYSTKICH I KAŻDEGO Z OSOBNA.!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Marcinie
    Najważniejsze według mnie, to nie obwiniać się nawet jeśli zjesz tych "kilka" kromek, wsłuchaj się w swój organizm i zastanów się nad swoimi odczuciami, może jednak tego potrzebujesz. Po swoich doświadczeniach wiem, nie ma czegoś takiego jak dieta uniwersalna, każdy z nas jest inny i czego innego potrzebuje, w innym czasie i kolejności powinien odstawiać poszczególne produkty tak jak mu podpowiada organizm. Jeśli nawet się pomylimy to na pewno dostaniemy podpowiedź, i tylko od nas zależy co z nią zrobimy (nic na siłę). Uważam, że wszelkie reżimy są szkodliwe, gdyż ograniczają naszą wolę i wybór a poza tym gdy ich nie spełnimy powodują u nas uczucie obwiniania i jesteśmy źli na samych siebie. Ale dość już tego moralizowania. Dzięki za pozdrowienia również pozdrawiam Ciebie, Twoją żonę i córkę.
    Anonimowy Jarek

    OdpowiedzUsuń
  14. Spoko nie moralizujesz.
    Masz rację nic na siłę.
    Moje ciało lub moja psychika nie jest jeszcze gotowa na to żeby żyć 100% surowo i nie raczej zawsze będę 99%, a ten 1% zostawię sobie na różne przyjemności:)
    życie nie może być nudne więc zostawię sobie jeszcze 1% na piwo:)
    Nie czuje się jakoś winny tego, że jem czasem chleb, tylko chcę dopiąć tego żeby on mną nie rządził, a na tą chwilę tak martwa sprawa jak chleb ma czasem nade mną władzę i tylko to mnie denerwuje.

    Chciałbym wysłać trochę ciepła dla Was, ale nie wiem, czy dacie radę jeszcze je przyjąć przy takiej pogodzie:)
    Ale co tam WYSYŁAM!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Marcinku tym razem to ja . Ty chyba chcesz nas upiec na ruszcie tym ciepełkiem. Sauna w Rzeszowie jak ta lala. Ale od ciebie ciepełko zmagazynujemy tylko w serduszkach. Trzymam kciuki za twoje przyjemności, co by było życie warte bez nich? Chyba niewiele.Ja dziś wypiłam pyszny soczek i wsunęłam jako przyjemność ogromne lody waniliowo-czekoladowe. O rany ale byłam szczęśliwa, lody oczywiście w miłym towarzystwie i to było chyba najistotniejsze. Wysyłam pozdrowienia i miłego sokowania. Ja chyba nie dam rady być na samych soczkach przynajmniej na razie.

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej Monia!!!
    Dzięki zza pozdrowionka:)
    Nie polecam sokowania, bez wcześniejszego przygotowania. Ja już od dłuższego czasu poszczę od 1-3 dni w tygodniu.Zazwyczaj na samej wodzie. W tym tygodniu byłem 3 dni na sokach.
    Najdłuższy post na wodzie jak na razie to 10 dni, więc wiem na pewno, że tyle również wytrzymam na sokach, bo na sokach jest łatwiej.
    Nie narzucam sobie jak długo to będzie trwało. Jeśli moje ciało stwierdzi, że chce jeść, to wrócę do jedzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozumiem , rozsądny z ciebie młody człowiek. Mam pytanie jaka jest przyczyna, lub inaczej dlaczego pościsz i chcesz przejść na soki. Bo tak pod skórą mam swoje przemyślenia co do odpowiedzi ale chcę to usłyszeć od ciebie jeśli to nie tajemnica, o której nie chcesz publicznie mówić . Dlaczego pytam, bo interesują mnie motywy ludzkich wyborów, jak już pisałam dużo się od ludzi uczę. Albo po prostu jestem ciekawska .
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  18. To nie jest tajemnica, a odpowiedź jest następująca.
    Chociaż pytanie musiało by brzmieć dlaczego będziesz pościł tym razem.
    Tym razem będę pościł bardziej żeby oczyścić umysł niż ciało.
    Pierwszy długi post na wodzie by typowo, żeby oczyścić ciało, ale u mojemu zdziwieniu połączyło się to również ze zmianą odczuwania (chociażby współczucia i miłości).
    Oczyszczenie ciała jest prostsze i trwa krócej, dlatego zdecydowałem się tym razem na post sokowy, żeby cały ten proces trwał dłużej.
    Chcę zajrzeć głęboko w siebie, dużo spacerować, medytować, ćwiczyć regularnie jogę.
    Post jest ciężką pracą nad swoim ciałem, umysłem i duszą. Jeśli wykorzystasz ten czas odpowiednio, możesz odkryć siebie i otaczający Cię świat na nowo.
    Najchętniej pościłbym w samotności, wtedy mógłbym żyć w 100% tak jak będzie mi podpowiadało to ciało. Kiedy będzie chciało odpocząć, poszedłbym spać, kiedy chciałbym biegać, poszedłbym to zrobić.
    Niestety mam też obowiązki względem rodziny, ale moja żona i córka są bardzo wyrozumiałe, więc i tak wiem, że czas na sokach, że tak powiem przyniesie ,,owoce" :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam serdecznie :-)
    Trafiłam najpierw na wideo Ewci, potem na jej bloga i wreszcie tu. Muszę Wam bardzo podziękować za te przepisy i informacje. Jestem początkującą witarianką, choć to może za dużo powiedziane, próbuję i coraz bardziej mi to odpowiada. Obejrzałam masę filmików Ewci i przeczytałam większość Twoich postów. Jestem pełna podziwu dla Was obojga. Dużo się tu uczę. Dzięki za inspirację! Pozdrawiam! Kasia

    OdpowiedzUsuń
  20. Hejka Kasiu:)
    Witamy w naszej witariańskiej RODZINCE!!!
    Jeśli już czujesz się witarianką, to znaczy, że nią jesteś i to najważniejsze:)
    Nawet nie wiesz jak cieszy mnie, że ten blog kogoś inspiruje by podorząć witariańską ścieżka:)
    Dzięki, że jesteś i gdybym mógł Ci jakoś pomóc, masz jakieś pytania, to śmiało:)

    OdpowiedzUsuń
  21. U mnie to tak jakoś samo się zaczęło. Okazało się, że mój syn zaczął tyć zbyt mocno, a jadł normalnie, tak jak reszta rodziny. Poszłam do dietetyczki i okazało się, że jak będę dalej tak go karmić to mu grozi cukrzyca. Przeszliśmy więc wszyscy na dietę nisko-glikemiczną. Około dwa lata temu. Po kilku miesiącach schudł i wydoroślał, ja przy okazji też. Potem trafiłam na kurs reiki I. Po inicjacjach poczułam jak mój organizm się gwałtownie oczyszcza. Okropnie się czułam, wszystko mnie bolało. Po 2 tygodniach zaczęło się normować. Wpadła mi w ręce książka o surowym jedzeniu Natalii Rose, a w niej reklama wyciskarki do soków. Kupiłam ją i zaczęłam szukać więcej informacji w sieci. Staram się żyć witariańsko od około 2 m-cy. Krótki staż, mięsami nie brakuje, ale chleba... tak! Dlatego tak bardzo mi przypadł do gustu Twój przepis. Muszę go zrobić. Niewiele umiem, jem na surowo, głównie owoce, soki, sałatki warzywne. Ostatnio zrobiłam lody bananowe - pycha! Zastanawiam się czym zastąpić kawę, choć pijam taką z cykorią, to jednak nie na surowo :-( Co zrobić przed zimą, czy zamrozić owoce? Nie mam jeszcze dehydratora. Mam coś w rodzaju grilla z ustawianiem temperatury, może się nada? Jaki filtr kupić do wody? Może za dużo pytań... ale jak mówiłam jestem początkująca. Dzięki. Miłego dnia. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  22. Kasiu, przepraszam, że dopiero teraz odpisuje.
    Cieszę się, że natrafiłaś na surówkę i pytaj jak najwięcej, to czasem mnie zmusza do znalezienia odpowiedzi, jeśli jej nie znam:)
    Co do tego, że nie umiesz ,,gotować na surowo, to nic się nie przejmuj im mniej kombinujesz w kuchni, tym lepiej dla Twojego ciała.
    Miło coś smakowego czasem zjeść, ale nie jest to dobre pod względem zasad łączenia pokarmów.
    Nie ma co się przejmować zimą. Ja również nie mam suszarki i nie bardzo nawet polecam przejadanie się suszonymi owocami, bo wysuszają nasz organizm (chyba, że je namoczymy:)) Zimą przejdę na marchewki, buraki, troszkę zwiększę spożycie orzechów nasion, do tego garść suszonych owoców. Czasem zjem coś na ciepło, bo tej zimy jak czułem, że chcę się rozgrzać jakimś ciepłym jedzonkiem, to też zjadłem normalny obiad. Jeśli już będę jadł obiadek, to będzie to kasza lub pszenica namoczona 12 godzin wcześniej, dzięki czemu nie będzie trzeba jej gotować, tylko podgrzać. Zjem mimo wszystko czasem banana, pomarańczkę, chociaż cytrusy ograniczę najbardziej, podobnie jak sałaty, pomidory itp. Bez stresu:)
    Co do kawy, mimo że wiele źródeł mówi, że nie szkodzi, ja osobiście jestem jej wielkim przeciwnikiem, bo coś co powoduje zwiększoną produkcje 5 hormonów, zaburza naturalną prace serca, no i całego organizmu, a do tego uzależnia, nie może być ok dla Twojego ciała, ale znam większe grzeszki:)
    Jeśli chodzi o wodę, to każdy mówi coś innego. Moim zdaniem najlepiej znaleźć sobie źródełko, z którego bije czysta woda o odpowiedniej strukturze i mocy energetycznej, co dla mnie jest ważniejsze nawet niż to ile minerałów zawiera.
    O wodę ze źródełka raczej ciężko, więc ja polecałbym filtr odwróconej osmozy albo destylator, a po oczyszczeniu wody zamrozić ją żeby zmieniła strukturę.
    Przeciwnicy tych filtrów mówią, że czyszczą one wodę zbyt dokładnie i nie dostarczamy w wodzie minerałów. Ale kranówka i tak nie jest woda mineralną, więc wolę się pozbyć zarówno pozytywnych jak i negatywnych składników, a minerały dostarczyć z zielonym sokiem na śniadanko:)
    Powodzenia na dalszej surowej drodze:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Dzięki :-) Właśnie skiełkowałam pszenicę i będę robić chlebki, zrobiłam też rejuvelak i chcę posiać trawę pszeniczną. To wszystko dzięki Wam - Ewci i Tobie. Nie miałam pojęcia co robić. Pozdrawiam. Kasia

    OdpowiedzUsuń
  24. Witajcie, ja też trafiłam tu dzięki Ewci;) Oglądam i czytam Was z podziwem. Jesteście skarbnicą wiedzy dla mnie, inspiracji i nowych pomysłów. Nie mam wyobraźni kulinarnej,więc Wasze przepisy są dla mnie darem niebios :)
    Moja przygoda z raw food trwa od 7 miesięcy- ze wzlotami i upadkami. Powód - choroba. Początkowo było ciężko - zima, więc trudny czas dla surojadów:/ Było mi koszmarnie zimno, ale powodem mogła być też candida.. W każdym razie na początku narzuciłam sobie 100% tempo, ale nie było to dla mnie dobre. Wiecie, każdy jest inny. Jeden potrafi odrazu, drugi musi znaleźć swój czas i tempo. Po co niepotrzebnie później się obwiniać o ukradkiem zjedzony baton czy kawałek mięska?? Nie warto! Psychika jest ważniejsza niż ciało.. Z czasem człowiek dojrzewa i podejmuje z łatwością świadome decyzje... i sprawiają mu one wtedy radość.. Mięso odstawiłam z czasem - nawet nie wiem kiedy. A chleb? Nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Ale podobnie jak z mięskiem - to się stało nawet nie wiem kiedy..
    Piszcie proszę jeszcze jak przeżyć zimę, jakieś pomysły,bo trochę się jej boję ;)
    Dziękuję za teraz i proszę o jeszcze:)
    Pozdrawiam serdecznie i może ja też kiedyś będę mogła Wam w czymś pomóc :)
    Będę wpadać tu napewno :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hej Makadammia, witamy serdecznie w naszej nieustannie rosnącej RODZINCE:)
    Przykro mi słyszeć, że jesteś chora, ale dobrze słyszeć, że jesteś na dobrej drodze do zdrowia!!!
    W tym co piszesz słychać, że jesteś szczęsliwa i to mi się najbardziej podoba:)
    Zimą też inaczej odbierałem temperaturę. Odkąd jestem na surówce moje ręce sa dużo bardziej zimne niż wcześniej, ale to wcale nie oznacza, że jest mi zimno. Całą zime (nie w Polsce) przechodziłem w rozpiętej bardzo lekkiej kurtce i mimo zimnych rąk i mrozu do okoła mi zimno nie było. Odżywianie zwłaszcza zimą, to jedno ale musimy soje ciałko już teraz po przez chiażby prysznic naprzemienny, saunę lżejsze ubieranie w ,,chłodniejsze" letnie wieczory. Także wysiłek fizyczny ma duże znaczenie, gdyż poprawia nam krążenie. Nasze nastawienie, a zwłaszcza strach przed zimą też nie pomagaja nam wcale w tym aby zima minęła spokojnie i bez większych problemów.
    Pozdrawiam, zapraszam do jak najczęstrzych odwiedzin i dziękuję za zaoferowanie pomocy:)
    Dobrze, że jesteś!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. ..tak, jestem szczęśliwa. Ale to nie takie proste. Wiesz,że "pracuję" nad tym od półtora roku (diagnoza)? Dopiero od niedawna, pomału,ale do przodu uwalniam się od strachu, od ciągłego myślenia, od budzenia się w nocy z bijącym sercem.. Moim największym szczęściem jest mąż. Ale i strona duchowa jest dla mnie niemniej ważna. Wiesz, człowiek potrzebuje czegoś więcej niż przysłowiowego chleba :).. Cieszę się każdym dniem, cieszę się słońcem i deszczem, cieszę się każdą pierdułką. Powtarzam sobie jak mantrę: "Żadnych złych myśli, żadnych złych emocji, żadnego gniewu". Nawet nie wiesz,jak to pomaga.. A od kiedy jem na surowo stałam się innym, lepszym człowiekiem. Naprawdę! Jedzenie powoduje,że czuję się jeszcze bardziej szczęśliwa, lekka, dobra. Ha! Niebywałe! Ale myślę,że wiesz o czym mówię .. Jedzenie nigdy nie sprawiało mi aż takiej radości! Nie mogę się wręcz doczekać,aż rano wstanę i zrobię pyszny sok z marcheweczki albo jakąś sałateczkę czy szejka owocowego. To daje tyle energii! Dobrej energii..
    Marcinku, dziękuję za ciepłe przyjęcie :) Miło spotkać miłych ludzi :) Ale nie dziwi fakt,że surojadki mają nie tylko czystsze ciała, ale przede wszystkim czystszy umysł, czystsze myśli i czystsze życzliwe emocje. W przeciwieństwie do śmieciożerców :) Nikogo nie obrażając ;)
    Dziękuję za praktyczne rady - zastosuję. Zimy boję się też pod względem tego,że nie będzie takiego bogactwa świeżych warzyw i owoców,jak teraz latem. Tylko holenderskie czy hiszpańskie pryskacze :/ Aaale, suszę, zamrażam (i tu ciekawostka - np. pomidory w całości) i tej zimy będę mądrzejsza :)
    I jeszcze jedno, mam przepis na chlebek. Jest trochę bardziej skomplikowany, ale myślę godny zainteresowania. W skład wchodzą m.in. pomidory, migdały, cukinia itd. Z wyglądu wygląda (masło maślane :)) jak pumpernikiel. W smaku - jak dla mnie - bomba! Do tego majonezik z nerkowców. Czy mam mówić dalej? he he :)
    No,ale to zaś kiedyś,bo teraz się zanadto rozpisałam. Wybacz. Ściskam!
    Makadammia

    P.S. A jednak :) Jeszcze słówko: co myślisz o prawdziwym majonezie (oczywiście zrobionym własnoręcznie, nie - kupnym)? W sumie wszystkie składniki na taki majonez są surowe..
    W ogóle,czy raw food dopuszcza surowe żółtka?
    Coś czuję pod skórą,że chyba nie :/

    OdpowiedzUsuń
  27. Hejka, wiem dokładnie o czym piszesz jeśli chodzi o transformacje duchową po przejściu na surówkę. Ja też jestem innym człowiekiem, chociaż tak naprawdę zawsze taki byłem, tylko inne cechy bardziej było widać na zewnątrz. Nadal ciężko pracuje nad sobą i dużo mam do zrobienia, to co macie okazję oglądać na tym blogu, to moja lepsza strona tzw medalu. Jedno jest pewne dzięki surówce jest łatwiej pewne rzeczy dostrzec i zmienić. Podziwiam Twoją siłę i optymizm w obliczu choroby i tak trzymaj dalej!!!
    CO do pytania o majonez, to Twoje sprawa, czy chcesz być surową weganką czy nie. Ja staram się żyć tylko na owocach i warzywach, a resztę w miarę możliwości eliminuję. Dzisiaj miałem ochotę na jajko i je zjadłem i to beż wyrzutów sumienia. Nie rób z tej diety religii, tylko słuchaj swojego ciała. Jeśli czasem będziesz miała ochotę na majonez i to własnej roboty, to go zjedz i życzę Ci smacznego:)

    Ps jeśli masz jakiś przepis godny polecenia, zrób kilka fotek napisz kilka słów, to wrzuce go na blog:)
    Pozdro!!!

    OdpowiedzUsuń
  28. dzięki :)
    A ja życzę Ci sił do dalszej pracy nad sobą - jak piszesz. Pamiętaj,że nie tylko Ty masz tę robotę do zrobienia. Jest nas więcej :)
    Ważne jest już to,że sobie uświadomiłeś co trzeba pozmieniać. To duży krok do przodu i ku lepszemu :)
    Ściskam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  29. Hej Marcin, bardzo fajny ten Twój blog:) dużo cennych info. Mam pytanie co do chlebka, czy można go zrobić z razowej mąki pszennej? Dziś kurier przywiózł wymarzony dehydrator:D i od chlebka chciałabym zacząć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Hej Emi, cieszę się, że znalazłaś tu coś dla siebie:)
    Co do Twojego pytania, to możesz zrobić ten chlebek z czego chcesz i na co tylko masz ochotę:)
    Z mojej strony tylko Ci powiem, że ja staram się unikać zbóż ze względu na gluten, który wierze, że jest problemem dla każdego człowieka, tylko u jednego reakcje na gluten są bardziej widoczne u drugiego mniej. Jeśli już używam zbóż w moich przepisach, to staram się je kiełkować, ponieważ kiedyś natknąłem się na info, że gluten podczas procesu kiełkowania ulega rozkładowi, ale to do końca nie potwierdzone.
    Powodzenia z chlebkami i gratuluję dehydratora:)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dzięki za szybką odpowiedź:) Niestety mam uzależnienie od chleba ;) czyli ziarna muszą być pełne, zdolne do kiełkowania?^^ czytałam, że nie trzeba kiełkować, wystarczy namoczyć na kilka godzin w celu usunięcia inhibitorów enzymowych, czy jakoś tak :D czy to chodzi własnie o ten gluten? :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Chyba mówimy o innych sprawach. Moczyć trzeba orzechy i nasiona, żeby pozbyć się właśnie inhibitorów, które hamują je przed wzrostem i spowalniaja procesy trawienia. Gluten znajduje się tylko w ziarnach owsa, żyta, pszenicy i jęczmienia, a tak naprawdę naukowcy twierdzą, że nie ma go w ziarnach tylko powstaje po dodaniu do mąki wody. Sam gluten wygląda jak guma i tak guma własnie moim zdaniem zatyka nam jelita i blokuje wchłanianie przez kosmki w jelitach dodatkowo podrażniając je. Coraz więcej ludzi produkuje przeciwciała na gluten i stąd objawy chorobowe.
    Ściskam mocno!!!

    OdpowiedzUsuń
  33. Aa no teraz rozumiem ;D Ok a zatem zrobię kiełki. Dziękuję bardzo za te wszystkie cenne informacje:)
    3maj się Marcin

    OdpowiedzUsuń