sobota, 1 maja 2010

SUROWA DIETA A NASZE DZIECI

Temat ten powinien zainteresować Was szczególnie jeśli jesteście lub zamierzacie przejść na SUROWĄ DIETĘ, a macie dzieci i co jest najzupełniej normalne, będziecie starać się przeciągnąć je na surową stronę. Największym problemem w mojej diecie jestem o dziwo nie ja sam, ale moja 3,5 letnia córeczka. wierzę w to, że moja dieta jest właściwa, więc co jest oczywiste chcę żeby mój największy skarb jadł również możliwie jak najlepiej.
O ile wychować noworodka na surowo jet moim zdaniem znacznie łatwiej ( choć i tak chylę czoła dla każdego kto to osiągnął), ogromnym problemem z jakim przyjdzie nam się zmierzyć, w momencie kiedy nasza pociecha jest już świadoma swoich nawyków żywieniowych (myślę, ze największe schody zaczynają się od ok 2 roku życia). Co zrobić, żeby dziecko zaczęło jeść surowe owoce, a zwłaszcza, co jest znacznie trudniejsze do osiągnięcia warzywa i zielone części roślin???
Mało tego jak wytłumaczyć dziecku, ze to co dawałeś mu przez kilka lat na talerzu mówiąc:
-jedz bo nie urośniesz
albo
-chcesz być silny i zdrowy, to musisz zjeść kotlecika!
Mając pociechy, zwłaszcza w początkowej fazie FASCYNACJI surowym życiem, musimy pamiętać, że bardzo łatwo namieszać w tej młodej główce i sprawić, że zniszczymy cały jego świat, który na dodatek złego sami zbudowaliśmy. Co gorsze możemy zniszczyć relacje i zaufanie jakim dziecko nas obdarzyło, bo nieświadomie nagle pizza na telefon była mega przysmakiem i częstym gościem na naszym stole, a nagle w ciągu jednego dnia staje się trucizną.
 Jeśli dziecko zapyta:
- Mamusiu/tatusiu, a czemu nie jesz już ziemniaczków???
Pamiętaj, żeby odpowiedź nie brzmiała:
- Bo to jest nie zdrowe dla Twojego organizmu i jak będziesz je jeść to będziesz chory/a
Nie dość, że dziecko nie jest przygotowane na tak szybkie zmiany psychicznie, to na dodatek z pewnością nie będzie tak od razu zajadać się wszystkim co mu zaserwujesz.
Miej na uwadze, że proces ten musi przebiegać powoli i z niesamowitym wyczuciem i rozwagą.
Moja córka od urodzenia była prawie 100% wegetarianką (raz po raz dostawała kotlecika na obiad, ale trzeba to było robić podstępem, bo nie chciała jeść mięsa, a ja przez pierwsze kilka lat jej życia jadłem mięso i zależało mi żeby i ona jadła).
Pamiętajmy, że jakkolwiek nie będzie odżywiało się nasze dziecko, jeśli wzbogacimy jego codzienną dietę o świeże soki na początek chociażby tylko owocowe, takie jak jabłkowy, czy pomarańczowy, to i tak na początek to jest lepiej niż przed tym okresem zanim zaczęło te soki pić:)
Nie naciskajmy więc na zmiany, tylko po jakimś czasie dodajmy do soku jabłkowego kawałek marchewki, potem jeszcze coś innego, aż na samym końcu długim długim czasie(przynajmniej u mnie tak było) dodaj do soku coś zielonego. Pamiętaj żeby nie robić tego oszukując, np podając ulubiony sok np choćby wspominany już wcześniej jabłkowy, z małą ilością jakiegoś nowego składnika, na które dziecko nie jest jeszcze gotowe, nawet jeśli jest to taka ilość, że dla nas jest to niewyczuwalne. Dzieci mają dużo bardziej wrażliwe kubki smakowe niż my i jedyne co przez to możemy osiągnąć, to to, że przestanie pić swój ulubiony sok, ponieważ będzie się mu źle kojarzył!!!
Drugi problem jest taki, że nie zawsze jesteś z dzieckiem i nie za każdym razem możesz kontrolować co je.
Na podwórku, w przedszkolu, szkole, u dziadków, cioci, nie jesteś w stanie kontrolować co je Twój malec, gdy Ciebie nie ma, a sam z siebie nie jest wstanie zrozumieć, dlaczego innym dzieciom czekolada, czy czipsy nie szkodzą, a jemu akurat tak?!??!?
Problem z ,,dokarmianiem" Twojego dziecka przez innych jest taki, że jeśli już jego organizm przyzwyczai się do zdrowego żywienia, źle reaguje na przetworzone i ratyfikowane jedzenie.
Nie wiedząc o tym, że zjadło w szkole lub u babci czekoladę, czy babciny obiadek, możesz zadręczać się czemu Twoje dziecko przy tak zdrowym trybie odżywiania cały czas chodzi zakatarzone lub co chwilę ma kaszel?!?!?!?
Problem jest w tym, ze katar i kaszel nie będą spowodowane infekcją, tylko właśnie tymi ,,przekąskami", które będą powodowały powstawanie śluzu w jego organiźmie, który będzie usuwany w głównej mierze przez nozdrza, płuca i dalej krtań.

Jak więc przejść przez to wszystko z jak najmniejszym skutkiem ubocznych???
Niestety jeśli nie potrafimy ustrzec naszego dziecka przed inną żywnością niż ta co my mu serwujemy, musimy świadomie ,,zatruwać" jego organizm na co dzień i przyzwyczajać go zarówno do gotowanego jedzenia jak i do łakoci.
Często mówi się rozmawiając o przekonywaniu dorosłych do surowej diety, że na siłę nic nie zdziałasz, że trzeba to robić własnym przykładem, a wtedy MOŻE zrozumieją. Zgadzam się w tym w 100%, a zwłaszcza z tym MOŻE:)
Co do dzieci jedyne co wam powiem, to są one najlepszymi obserwatorami i gwarantuje Wam, ze jak nie będziecie naciskać i dacie im dobry przykład, to one zrozumieją go szybciej niż się Wam wydaje i to nie MOŻE, ale NA PEWNO!!!


just a little patience

7 komentarzy:

  1. Super post , dziękuje! Ciekawy , pelen uzytecznych informacji i naprawde milo sie czyta twoj styl pisania. Mam nadzieje ze kolejny sie szykuje juz wkrotce! pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miało być coś zupełnie innego, już były zdjęcia i wszystko przygotowane, jak zasiadłem do pisania postu, nagle powstało coś zupełnie innego:)
    Pa!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki Marcin :) Bardzo się cieszę, że jesteście :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to wygląda w Twojej rodzinie teraz po dwóch latach?
    Ja jestem weganką (nie raw, ale nigdy nie wiadomo...) ale reszta rodziny je mięso. Osiągnęłam tyle, że bardzo zmniejszyli ilość mięsa, mleka i jaj, zwiększyła się ilość owoców.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z dania na dzień poziom diety mojej rodziny się polepsza:)
    Każdy z nas je inaczej i uważam, że to normalne, ale całe szczęście nikt nie je mięsa, nie licząc kota :)
    Daj im czas i nie naciskaj, będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń